Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młodość Swamiego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Młodość Swamiego. Pokaż wszystkie posty

piątek, 20 sierpnia 2010

Drzewo Kokosowe - Rozkwit Serca

Poniższa historia pochodzi z mającej się ukazać w języku polskim książki "Rozkwit Serca":

"W listopadzie 1992 roku, byłam na wakacjach, na Mauritiusie. Zatrzymałam się u mojej mamy i Swami prawie codziennie nas odwiedzał. Pewnego bardzo gorącego dnia, przyszedł do nas w odwiedziny. Usiedliśmy i podzieliliśmy się ożywczym mlekiem kokosowym, które podesłał nasz sąsiad. Później Swami poszedł do ogrodu na tyłach domu. Spojrzał w górę na nasze drzewo kokosowe, obwieszone mnóstwem ciężkich kiści, zawierających ponad pięćdziesiąt orzechów kokosowych i powiedział do mojej mamy: „Dlaczego wujek nie zbierze dla cioci tych cudownych kokosów, żeby się napiła?”
Mama odparła: „Musimy zaczekać, aż dojrzeją.”
- „Ale one wydają się już być w sam raz.”
Mama upierała się: „Nie, nie, jeszcze nie są dojrzałe. Nie mają właściwego koloru”.
„Mmhm! Mmhm!” - to było wszystko, co powiedział.
Jedliśmy owoce jackfruit (czyt. dżekfrut - owoc indyjski przypominający owoc chlebowca) i mango. Po pewnym czasie, Swami zdecydował się wyjść i pożegnał się. Gdy zmierzał w stronę bramy, usłyszeliśmy wielki huk z tyłu domu. Pobiegliśmy wszyscy do ogrodu na tyłach. Znalazłam się tam pierwsza i ku mojemu, wielkiemu osłupieniu, gałąź, która utrzymywała wszystkie orzechy złamała się i kiść z pięćdziesięcioma kokosami leżała na ziemi!
Swami powiedział: „Chodźcie, chodźcie, weźcie siekierę.” Zaczął odrąbywać orzechy. Były smaczne, o kremowej konsystencji i miały dużo mleka w środku. Usiedliśmy wszyscy i delektowaliśmy się smacznymi owocami oraz mlekiem kokosowym.
Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Był to jeden z pierwszych cudów, jakich byłam świadkiem. Miał wtedy czternaście lat, a drzewo kokosowe wciąż tam rośnie i przypomina mi o doświadczeniu, które nadal żyje w mojej pamięci."

wtorek, 29 września 2009

Laddu


Visham uwielbia Krysznę. Gdy miał siedem lat, wpadł na pomysł, by ubrać się jak Kryszna. Założył różową szatę, pomalował oczy, a wokół nich kropeczki jak gopi i powiedział mi, że jest Kryszną. A potem tańczył po całym domu ze swoją siostrą Tiną, udając, że to jedna z Jego pasterek. Wydawało się, że Kryszna naprawdę był tuż obok!

Nazajutrz, gdy Vishama nie było w domu, poszłam na chwilę do Jego pokoju, a tam na jego łóżku leżały cztery grube laddu - ulubione słodycze Kryszny. Nigdy nie widziałam tak dużych laddu! Były wielkie jak piłki tenisowe, pokryte miodem i migdałami, a do tego jeszcze gorące, jakby dopiero co ugotowane. Visham wszedł wtedy do pokoju i krzyknął: "Kto położył te laddu w moim łóżku?" Powiedziałam Mu, że nie wiem, bo cały czas byłam sama w domu.

- Mama Swamiego

czwartek, 3 września 2009

Wibuti


Swami Vishwananda miał jakieś czternaście lat i chodził jeszcze do szkoły, gdy pewnego dnia zadzwonił do mnie do pracy. „Wiesz ciociu, że dziś w moim pokoju pojawiło się wibuti?” Wydawał się trochę zmieszany, nie rozumiał co się działo.
Powiedziałam mu, żeby się nie martwił, że po pracy odwiedzimy go z rodziną i zobaczymy co się dzieje w jego pokoju. Kiedy przyjechaliśmy wszyscy byliśmy pod wrażeniem wibuti, które wydobywało się ze ścian i pokrywało cały pokój. Wpierw pomyśleliśmy, że to płaty tynku odpadające z powodu wilgoci.
Ciocia, która mieszkała w pobliżu próbowała zetrzeć wibuti szmatą, ale nie była w stanie, kręciło jej się w głowie. Kiedy wróciła do swojego domu okazało się, że chodnik przed drzwiami wejściowymi również był pokryty wibuti. Matka Swamiego była zaskoczona i zszokowana tym co się działo. Wkrótce po pojawieniu się wibuti zaczęli napływać ludzie z sąsiedztwa, okolicy oraz różnych zakątków Mauritiusa, by na własne oczy zobaczyć te cuda.

niedziela, 30 sierpnia 2009

Swami Vishwananda - Miłosne oddanie Bogu


Zawsze, gdy wyjeżdżałem na Mauritius sypiałem ze Swamim w jego pokoju. Na początku czułem się trochę wystraszony nocą wśród zdjęć różnych Bóstw na ścianach, ale Swami Vishwananda opowiadał mi różne o Nich historie, żeby uspokoić mój umysł. Byłem tym zadziwiony, że w wieku 14 lat, potrafił opowiedzieć ze szczegółami wszystkie te historie. Jego oddanie Bogu było tak widoczne i inspirujące już w tak młodym wieku. W ciągu kilku dni poczułem chęć pójścia w ślady mojego starszego brata, gdy poprosiłem mamę o pieniądze na moje własne zdjęcia Bóstw. (Ravi)

niedziela, 23 sierpnia 2009

Wydawanie kieszonkowego na obrazki Bóstw


Za każdym razem, po odwiedzinach Swamiego na Mauritiusie, wyjeżdżałem stamtąd z nowymi, miłymi wspomnieniami. Gdy miałem 11 lat i po długiej przerwie wróciłem na Mauritius, zauważyłem, że Swami Vishwananda mocno się zmienił. Nie nazywano go już Papon - tylko Visham. Swami też bardzo urósł. Oprócz zmian na zewnątrz, Swami zmienił też swoje zainteresowania. Generalnie, Jego kilkunastoletni rówieśnicy mieli na ścianach plakaty piłkarzy lub gwiazd filmowych. Natomiast ściany sypialni Swamiego były całe w zdjęciach różnych Hinduskich Bóstw. Przekonałem się też, gdy razem poszliśmy na zakupy, że Swami całe kieszonkowe wydał na obrazki Bóstw.

Na zdjęciu jeden z należących do Swamiego Vishwanandy obrazków ze Świętym Sai Babą z Shirdi, z materializującym się Wibhuti (święty popiół), który znajduje się na Mauritiusie.

sobota, 22 sierpnia 2009

Shiva Lingam i Swami Vishwananda


Pewnego razu, kiedy Swami Vishwananda miał prawie dwanaście lat, zobaczył na wystawie sklepowej duży, czarny, ważący prawie 20-25kg marmurowy Shiva Lingam, który bardzo zapragnął mieć. Jednak był on za drogi i Swami musiał zaoszczędzić swoje kieszonkowe by go kupić.
Nie mógł zwrócić się do rodziców, gdyż cena do zapłacenia za Lingam była zbyt wysoka. W tej sytuacji Swami Vishwananda zaczął się głodzić odkładając pieniądze przeznaczone na obiady, aż uzbierał sumę wystarczającą by go zakupić. Swami po kryjomu sprowadził Lingam na wózku do domu, ukrył go na tyle ogrodu i każdego ranka przed wyjściem z domu odprawiał do niego pudżę. Shiva Lingam jest do tej pory w Aszramie na Mauritiusie.

czwartek, 30 lipca 2009

Wczesne lata

W podróż na Seszele zabrałem książkę Joganandy "Autobiografia Jogina". Albo moja żona, albo ja czytaliśmy ją na głos, gdy jedno z nas bawiło sie z naszym synem Romeo na plaży. Odkrywając ten cudowny świat duchowości i Boskiej Miłości, tęskniłem za spotkaniem na tej planecie takiego Mistrza. Po powrocie do Europy, odwiedziłem duchowy ośrodek, założony przez jednego z uczniów Joganandy w Asyżu. Nie wystarczyło mi to jednak. Przeglądałem w internecie strony żyjących na ziemi Mistrzów. Dopiero po kilku kolejnych latach w końcu odnalazłem swojego prawdziwego duchowego Mistrza. Swami Vishwananda w tamtym czasie mieszkał jeszcze z rodzicami na Mauritiusie.

W Jego pokoju, w którym dorastał, w Quatrre-Bornes, wizerunki różnych świętych pokrywają całą ścianę. Na półkach stoją figurki rożnych świętych. Każdy przedmiot pokrywa Wibuti (święty popiół), który odwiedzający jak i rodzice na początku pomylili z kurzem. Warstwa jego jest czasami tak gruba, ze głowa Murti (figurki) ledwo wystaje spod góry popiołu.
Na Mauritiusie Swami Vishwananda miał najpierw wybudowaną małą świątynię na ziemi rodziców - za ich zgodą, gdzie co tydzień śpiewają badżany. Z czasem, w ogrodzie przy domu znajomych, wybudował pierwszy Aszram - dzięki ich szczodrości. Jest tam mała kapliczka wypełniona figurkami Świętej Dziewicy Maryi. Figurki Matki Boskiej zostały przywiezione z wielu miejsc pielgrzymek w Europie: Lourdes, Medjegorje, Pontmain, Loretto, Rzymu, Pelvoisin i Fatimy.

środa, 22 lipca 2009

Bóg - Przyjaciel

Niektórzy ludzie znają Swamiego Vishwanandę od lat. Jeden z jego starych przyjaciół opowiedział nam o swoich doświadczeniach:
"W 1999 intensywnie podróżowałem z młodym Swamim Vishwanandą po Szwajcarii. Był On wówczas jeszcze w ogóle nie znany i nie rozpoznawany jako Guru. Spędziłem z Nim także czas jako gość w Jego domu na Mauritiusie. Młody mężczyzna emanował szczęściem, miłością i radością. Musiałem wielokrotnie wystawić Jego cierpliwość na próbę, chcąc iść do miejsc, które Jego wcale nie interesowały lub prosząc, żeby poczekał, kiedy ja robiłem coś, na co On nie miał ochoty.
Przez cały ten wspólnie spędzony czas, On nigdy nie narzekał i nie dał mi do zrozumienia, że czegoś nie lubi.
Pewnego razu zatrzymałem samochód w Bernie, w Szwajcarii na głównej ulicy niedaleko od stacji kolejowej i oświadczyłem młodemu Swamiemu Vishwanandzie oraz młodemu Szwajcarowi, który z nami jechał: "Jeżeli nie dacie mi jasnych wskazówek, jak mam jechać dalej to zostawiam samochód tu w tym miejscu!" Wkrótce odszukaliśmy nasza drogę.
Przyjaźń i miłość Swamiego Vishwanandy mają na mnie głęboki wpływ. Trzymam to doświadczenie głęboko w sercu i będę je zawsze pielęgnował. Jego głębokie oddanie, cierpliwość i zrozumienie zwykłego przyjaciela, takiego jak ja, jest przykładem cennym przykładem, sposobu, w jaki Swami każdemu okazuje miłość. Gdziekolwiek Swami jest, obdarza ludzi tą samą miłością i oddaniem, jakim obdarowywał mnie, jako przyjaciela. Jestem jednym z wielu ludzi na świecie. którzy czują, że czy Swami jest fizycznie blisko nas czy daleko, jest On nieustannie przy nas, w naszych sercach i snach".