sobota, 15 sierpnia 2009
sobota, 8 sierpnia 2009
Radość i poczucie bezpieczeństwa (3)
Poniżej znajdziecie list jednego z uczniów Swamiego Vishwanandy zawierający cenne spostrzeżenia o tym, czym jest prawdziwa duchowość:
"Wszyscy na tym świecie szukamy zasadniczo dwóch rzeczy:
szczęścia (wiecznej radości i błogości) i bezpieczeństwa (nasze boskiego schronienia).
Ludzie duchowi (ci, którzy świadomie poszukują "drogi ucieczki" z paszczy iluzji-maji) oraz ci, tzw. ludzie światowi czy zorientowani materialistycznie (to ci, którzy przez większość życia podświadomie usiłują zaspokoić pragnienia duszy sądząc, że ten świat zaspokoi pragnienia ich serca) są w tej samej łódce, gdy popatrzymy pod kątem ich wysiłków.
Najczęściej ludzie duchowi (moim zdaniem to fałszywy termin) uważają siebie za lepszych od materialistów, zakładając, że są wyżej od nich, bo mają chociaż w jakimś stopniu pojęcie ścieżki duchowej, jednakże są w błędzie i często nie zdają sobie sprawy z pułapki takiego rozumowania.
Rozwój / poziom duchowy nie zależy od tego na ile zdajemy sobie sprawę z duchowości, ale od pokory i gotowości akceptacji wszystkiego tego, co Bóg zsyła przed naszą duszę.
Niektórzy ludzie mogą nie mieć żadnego pojęcia o duchowych naukach czy praktykach, ale jeżeli akceptują postawione im przez Boga obowiązki - jakiekolwiek by one nie były i wypełniają je z właściwym podejściem, zachowując tym samym podstawowe prawa moralności, które są częścią wszystkich religi i stanowią wartość przydaną każdemu człowiekowi (bez względu na to jak głęboko w nim zapadają), to ci ludzie, w naturalny sposób sie rozwijają, a ich serca zostają stopniowo oczyszczone i przygotowane na przyjęcie boskiej miłości.
"Wszyscy na tym świecie szukamy zasadniczo dwóch rzeczy:
szczęścia (wiecznej radości i błogości) i bezpieczeństwa (nasze boskiego schronienia).
Ludzie duchowi (ci, którzy świadomie poszukują "drogi ucieczki" z paszczy iluzji-maji) oraz ci, tzw. ludzie światowi czy zorientowani materialistycznie (to ci, którzy przez większość życia podświadomie usiłują zaspokoić pragnienia duszy sądząc, że ten świat zaspokoi pragnienia ich serca) są w tej samej łódce, gdy popatrzymy pod kątem ich wysiłków.
Najczęściej ludzie duchowi (moim zdaniem to fałszywy termin) uważają siebie za lepszych od materialistów, zakładając, że są wyżej od nich, bo mają chociaż w jakimś stopniu pojęcie ścieżki duchowej, jednakże są w błędzie i często nie zdają sobie sprawy z pułapki takiego rozumowania.
Rozwój / poziom duchowy nie zależy od tego na ile zdajemy sobie sprawę z duchowości, ale od pokory i gotowości akceptacji wszystkiego tego, co Bóg zsyła przed naszą duszę.
Niektórzy ludzie mogą nie mieć żadnego pojęcia o duchowych naukach czy praktykach, ale jeżeli akceptują postawione im przez Boga obowiązki - jakiekolwiek by one nie były i wypełniają je z właściwym podejściem, zachowując tym samym podstawowe prawa moralności, które są częścią wszystkich religi i stanowią wartość przydaną każdemu człowiekowi (bez względu na to jak głęboko w nim zapadają), to ci ludzie, w naturalny sposób sie rozwijają, a ich serca zostają stopniowo oczyszczone i przygotowane na przyjęcie boskiej miłości.
wtorek, 4 sierpnia 2009
Radość i poczucie bezpieczeństwa (2)
Kiedy duchowo zorientowani ludzie już raz mocno utwierdzą się w swoim postanowieniu odnalezienia "królestwa w nich samych", zaczyna wtedy nasilać się ich tęsknota za zjednoczeniem z Bogiem. Bóg zsyła im wtedy książki i pomniejszych nauczycieli, którzy ich doprowadzają do pewnego poziomu. Kiedy nawet te "duchowe zabawki" tracą swoje znacznie i nie zaspokajają głębszych tęsknot serca, wówczas to Bóg zsyła im guru - namaszczonego przez Boga duchowego nauczyciela, który przeprowadza poszukujących przez gąszcz pragnień i przywiązań oraz nieczystości ich serc.
Mistrz - ten, który opanował swój umysł i poskromił swoje ego oraz raz na zawsze wyzbył się pychy, jest w pełni zdolny prowadzić zagubioną ludzkość. W Sanskrycie nazywa się go guru, czyli to ten, który ma moc wypędzenia ciemności i ignorancji z duszy i przeprowadzenia ludzi do wiecznej szczęśliwości w Bogu.
Wszyscy jesteśmy cząstkami Boga, w Biblii jest powiedziane - jesteście bogami- naszym zadaniem na ziemi jest ponowne odkrycie jedności ze Stwórcą, naszym Ojcem-Matką. Zostaliśmy tu przysłani, żeby nauczyć się paru lekcji. Stąd to miejsce jest tylko naszym tymczasowym schronieniem. Kiedy jednak myślimy, że ten dom jest naszym prawdziwym domem i błędnie uznajemy siebie za istotę cielesną - wówczas zaczynamy cierpieć.
Pragniemy lepszego samochodu, żeby pokazać naszym kolegom, jak nam się dobrze powodzi i jacy jesteśmy szczęśliwi, podczas gdy w środku "korodujemy" od nadmiaru trosk i niespełnionych pragnień. Nawet jeśli dostajemy to, czego tak bardzo pragnęliśmy, to czujemy się jeszcze bardziej nieszczęśliwi. Może przez dzień lub dwa czerpiemy małe przyjemności zaspokajając niektóre pragnienia, ale potem kończymy w wielkim poczuciu niezadowolenia.
Wielu ludzi nie zadaje sobie nawet pytania dlaczego, ani też nie stara się przyjrzeć stanom swojego umysłu, aby go lepiej zrozumieć, tylko pogrąża się jeszcze bardziej zarażając wszystkich swoją mentalną ociężałością.
Mistrz - ten, który opanował swój umysł i poskromił swoje ego oraz raz na zawsze wyzbył się pychy, jest w pełni zdolny prowadzić zagubioną ludzkość. W Sanskrycie nazywa się go guru, czyli to ten, który ma moc wypędzenia ciemności i ignorancji z duszy i przeprowadzenia ludzi do wiecznej szczęśliwości w Bogu.
Wszyscy jesteśmy cząstkami Boga, w Biblii jest powiedziane - jesteście bogami- naszym zadaniem na ziemi jest ponowne odkrycie jedności ze Stwórcą, naszym Ojcem-Matką. Zostaliśmy tu przysłani, żeby nauczyć się paru lekcji. Stąd to miejsce jest tylko naszym tymczasowym schronieniem. Kiedy jednak myślimy, że ten dom jest naszym prawdziwym domem i błędnie uznajemy siebie za istotę cielesną - wówczas zaczynamy cierpieć.
Pragniemy lepszego samochodu, żeby pokazać naszym kolegom, jak nam się dobrze powodzi i jacy jesteśmy szczęśliwi, podczas gdy w środku "korodujemy" od nadmiaru trosk i niespełnionych pragnień. Nawet jeśli dostajemy to, czego tak bardzo pragnęliśmy, to czujemy się jeszcze bardziej nieszczęśliwi. Może przez dzień lub dwa czerpiemy małe przyjemności zaspokajając niektóre pragnienia, ale potem kończymy w wielkim poczuciu niezadowolenia.
Wielu ludzi nie zadaje sobie nawet pytania dlaczego, ani też nie stara się przyjrzeć stanom swojego umysłu, aby go lepiej zrozumieć, tylko pogrąża się jeszcze bardziej zarażając wszystkich swoją mentalną ociężałością.
Wykład Swamiego podczas Darszanu w Springen 4 lipca
Podczas Darszanu w Springen, który się odbył 4 lipca br., Swami Vishwananda wygłosił wykład, który został spisany i tak przetłumaczony, aby zachować specyficzny sposób wypowiedzi Swamiego. Wszelkie, jak się może wydawać, błędy składniowe, stylistyczne, urywki zdań, zostały zamieszczone wyłącznie po to, by zachować szczególny klimat wypowiedzi, jaki towarzyszył przemówieniu Mistrza podczas tego niezapomnianego darszanu. Poniżej znajduje się skrót do tłumaczenia wykładu.
http://bhaktimarga.pl/wp-content/uploads/2009/08/darshan-4-lipiec-2009.pdf
http://bhaktimarga.pl/wp-content/uploads/2009/08/darshan-4-lipiec-2009.pdf
poniedziałek, 3 sierpnia 2009
Radość i poczucie bezpieczeństwa (1)
Na całym świecie możecie spotkać wielu prostych ludzi ze wsi emanujących naturalną radością i miłością.
Nie uprawiają oni jogi ani medytacji, nie uczęszczają na seminaria samouzdrawiania, nie rozczytują się w poradnikach jak pomóc sobie samemu, tudzież w pozycjach psychologicznych New Age.
Gdzie więc tkwi źródło problemu ludzi rozwijających się duchowo, którzy znają na pamięć wszystkie nauki i mają gotową radę na każdy problem, ale nie potrafią pomóc sobie samym?
Wielu z nich szybuje wysoko po duchowych nieboskłonach mądrości i interpretacji wiedzy książkowej zaczerpniętej od innych(często się pod nią podszywając), a tym samym nie potrafi rozpoznać chmur własnej arogancji i w konsekwencji ignorancji.
Chodząc z wysoko zadartym nosem mijają to, nad czym powinni pracować w pierwszej kolejności- siebie samego. Często osądzają innych niepodzielających ich zdania i patrzą z góry na tych, którzy nie są "uduchowieni".
Wcześniej czy później zapędzają się w ślepą uliczkę własnego rozumowania. Wydostanie się z mentalnego labiryntu jest niemożliwe bez pomocy duchowego przewodnika, opiekuna, który wskaże ślepe drogi i oświeci ścieżkę prowadzącą do wszechogarniającego spełnienia duszy.
Materialiści mogą być, i czasami są ludźmi dużo bardziej uduchowionymi i zaawansowanymi duchowo, niż ci pozujący na duchowość. Być może nie recytują on świętych mantr, ani też nie stoją godzinami na głowie lub w innej powykręcanej pozycji; nie stawiają kart, żeby "pomóc" innym rozwiązać ich dylematy, jednocześnie mając własne życie niepoukładane.
Ale ich gotowość, żeby pomóc sąsiadowi czy lokalnej wspólnocie, i ponad wszystko inne, aby stworzyć i podtrzymać harmonię i pełne miłości relacje z domownikami - zsyła im łaskę czynienia jeszcze więcej: wypełniają oni pierwsze przykazanie, które dał Chrystus i bezinteresownie dzielą się z innymi, w zamian otrzymując więcej i coraz więcej.
W ten sposób stają się Boskimi instrumentami i narzędziami Boga, i mogą chętnymi rękami pomagać więcej i coraz więcej.
Nie uprawiają oni jogi ani medytacji, nie uczęszczają na seminaria samouzdrawiania, nie rozczytują się w poradnikach jak pomóc sobie samemu, tudzież w pozycjach psychologicznych New Age.
Gdzie więc tkwi źródło problemu ludzi rozwijających się duchowo, którzy znają na pamięć wszystkie nauki i mają gotową radę na każdy problem, ale nie potrafią pomóc sobie samym?
Wielu z nich szybuje wysoko po duchowych nieboskłonach mądrości i interpretacji wiedzy książkowej zaczerpniętej od innych(często się pod nią podszywając), a tym samym nie potrafi rozpoznać chmur własnej arogancji i w konsekwencji ignorancji.
Chodząc z wysoko zadartym nosem mijają to, nad czym powinni pracować w pierwszej kolejności- siebie samego. Często osądzają innych niepodzielających ich zdania i patrzą z góry na tych, którzy nie są "uduchowieni".
Wcześniej czy później zapędzają się w ślepą uliczkę własnego rozumowania. Wydostanie się z mentalnego labiryntu jest niemożliwe bez pomocy duchowego przewodnika, opiekuna, który wskaże ślepe drogi i oświeci ścieżkę prowadzącą do wszechogarniającego spełnienia duszy.
Materialiści mogą być, i czasami są ludźmi dużo bardziej uduchowionymi i zaawansowanymi duchowo, niż ci pozujący na duchowość. Być może nie recytują on świętych mantr, ani też nie stoją godzinami na głowie lub w innej powykręcanej pozycji; nie stawiają kart, żeby "pomóc" innym rozwiązać ich dylematy, jednocześnie mając własne życie niepoukładane.
Ale ich gotowość, żeby pomóc sąsiadowi czy lokalnej wspólnocie, i ponad wszystko inne, aby stworzyć i podtrzymać harmonię i pełne miłości relacje z domownikami - zsyła im łaskę czynienia jeszcze więcej: wypełniają oni pierwsze przykazanie, które dał Chrystus i bezinteresownie dzielą się z innymi, w zamian otrzymując więcej i coraz więcej.
W ten sposób stają się Boskimi instrumentami i narzędziami Boga, i mogą chętnymi rękami pomagać więcej i coraz więcej.
niedziela, 2 sierpnia 2009
Prośba o pomoc
Często doświadczałem, że zawsze, kiedy dręczyło mnie trudne pytanie, dostawałem na nie natychmiast odpowiedź, gdy medytowałem nad Swamim Vishwanandą z prośbą o podpowiedź. Kiedyś uczeń z Afryki Pd. opowiedział mi taką historię:
"Na Mauritiusie, Swami Vishwananda powiedział mi, że kiedy Go potrzebuję muszę nad nim medytować i On jest wtedy przy mnie, aby pomóc. Moja długoletnia przyjaciółka zwróciła się do mnie po pomoc, kiedy znalazła się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Potrzebowała nagle większej sumy pieniędzy, gdyż groziła jej utrata domu i samochodu. Opowiedziałem jej o moim wspaniałym doświadczeniu na Mauritiusie i powiedziałem jej, że ja oddałem siebie Bogu, i że ona powinna zrobić to samo. Tej nocy medytując nas Swamim Vishwanandą poprosiłem Go o pomoc dla tej znajomej.
Dwa dni później zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ktoś, kogo poznała przy okazji biznesu, dowiedział się o jej trudnościach i wypisał jej czek na sumę, jaką potrzebowała, zaznaczając, że to podarunek, a nie pożyczka!
Aby rozwiać wszelkie wątpliwości u sceptyków czytających ten tekst, osoba ta, która nigdy nie słyszała nawet o Swamim Vishwanandzie, wręczyła Eunice również książkę, którą uznała, że ta powinna przeczytać :"Autobiografia Jogina" Paramahansy Joganandy.
"Na Mauritiusie, Swami Vishwananda powiedział mi, że kiedy Go potrzebuję muszę nad nim medytować i On jest wtedy przy mnie, aby pomóc. Moja długoletnia przyjaciółka zwróciła się do mnie po pomoc, kiedy znalazła się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Potrzebowała nagle większej sumy pieniędzy, gdyż groziła jej utrata domu i samochodu. Opowiedziałem jej o moim wspaniałym doświadczeniu na Mauritiusie i powiedziałem jej, że ja oddałem siebie Bogu, i że ona powinna zrobić to samo. Tej nocy medytując nas Swamim Vishwanandą poprosiłem Go o pomoc dla tej znajomej.
Dwa dni później zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ktoś, kogo poznała przy okazji biznesu, dowiedział się o jej trudnościach i wypisał jej czek na sumę, jaką potrzebowała, zaznaczając, że to podarunek, a nie pożyczka!
Aby rozwiać wszelkie wątpliwości u sceptyków czytających ten tekst, osoba ta, która nigdy nie słyszała nawet o Swamim Vishwanandzie, wręczyła Eunice również książkę, którą uznała, że ta powinna przeczytać :"Autobiografia Jogina" Paramahansy Joganandy.
sobota, 1 sierpnia 2009
Same początki
Mama Swamiego opowiedziała mi:
"Kiedy Visham (tak w dzieciństwie Swami Vishwananda miał na imię) miał jeden i pół roczku, zaczynał stawiać pierwsze kroki. Jednak w odróżnieniu od swoich rówieśników, On modlił się i modlił cały czas. Babcia Vishama codziennie rano i wieczorem chodziła do świątyni. Od małego, Vishama można było znaleźć u jej boku maszerującego do świątyni na poranne i wieczorne modlitwy. Moja siostra zastanawiała się: „Jakim cudem ty masz takiego syna? Ty się nigdy nie modlisz". Ja jej odpowiadałam: "Naprawdę nie wiem. On od zawsze interesował się Bogiem".
Ja wierzyłam w Boga, ale nie odczuwałam takiej potrzeby modlitwy lub chodzenia do świątyni i polewania wodą Lingamu. W tamtych czasach przyglądałam się ludziom przechodzącym przed moim domem do świątyni, ale ja sama nigdy nie czułam potrzeby, żeby tam iść.
Niedługo potem, Visham zaczął palić havan, ceremonię ognia zwaną yajna. Rozpalił w środku kuchni duży ogień, który zagrażał pożarem. Obecni ludzie przerazili się, ale ja się nie przestraszyłam i nic złego się nie stało. Później, kiedy miał już dwa i trzy lata zaczął bawić sie w Krisznę. Na Święta Bożego Narodzenia Visham czasem o coś prosił, jednakże większość czasu poświęcał pudży i mówił, że robią ją razem z Kriszną.
"Kiedy Visham (tak w dzieciństwie Swami Vishwananda miał na imię) miał jeden i pół roczku, zaczynał stawiać pierwsze kroki. Jednak w odróżnieniu od swoich rówieśników, On modlił się i modlił cały czas. Babcia Vishama codziennie rano i wieczorem chodziła do świątyni. Od małego, Vishama można było znaleźć u jej boku maszerującego do świątyni na poranne i wieczorne modlitwy. Moja siostra zastanawiała się: „Jakim cudem ty masz takiego syna? Ty się nigdy nie modlisz". Ja jej odpowiadałam: "Naprawdę nie wiem. On od zawsze interesował się Bogiem".
Ja wierzyłam w Boga, ale nie odczuwałam takiej potrzeby modlitwy lub chodzenia do świątyni i polewania wodą Lingamu. W tamtych czasach przyglądałam się ludziom przechodzącym przed moim domem do świątyni, ale ja sama nigdy nie czułam potrzeby, żeby tam iść.
Niedługo potem, Visham zaczął palić havan, ceremonię ognia zwaną yajna. Rozpalił w środku kuchni duży ogień, który zagrażał pożarem. Obecni ludzie przerazili się, ale ja się nie przestraszyłam i nic złego się nie stało. Później, kiedy miał już dwa i trzy lata zaczął bawić sie w Krisznę. Na Święta Bożego Narodzenia Visham czasem o coś prosił, jednakże większość czasu poświęcał pudży i mówił, że robią ją razem z Kriszną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)